Rozdział 4. Szafy transkrypcja tekstów
Opublikowano: 21.07.2026
Ewa Zarzycka, Videozeszyty
Czas trwania 10 min 29 sek
Przez cały film artystka opowiada:
Wideozeszyty. Kolejne podejście. Próbowałam już z pięć razy, ciągle przerywałam. To jest kolejna próba i muszę doczytać, dopowiedzieć do końca. No więc po raz kolejny: wideozeszyty. Pokazać zeszyty – łatwo powiedzieć. Wyeksponować zeszyty. Co to w ogóle znaczy? To znaczy ujawnić ich zawartość, wszystkie notatki, zapiski, wykresy, schematy, scenariusze, listy, obserwacje, dowcipy – już sama nie pamiętam, co w nich jest. Nie jest to możliwe, nie jestem jeszcze gotowa. To nie jest dobry czas, to nie jest dobry pomysł. Kiedy zapadła decyzja, że mam te zeszyty wyeksponować, że mam je pokazać, zestresowałam się okropnie i przestałam w ogóle w nich pisać, przestałam pisać na kartkach, przestałam pisać na komputerze, przestałam pisać nawet na serwetkach w kawiarni, nie mogłam zrobić nic, no ale z drugiej strony obiecałam, że je pokażę. Było lato, piękne, upalne lato, a ja siedziałam w swojej pracowni i patrzyłam na półki z zeszytami. Siedziałam w fotelu i czytałam książkę, była to książka mojego ulubionego pisarza, którego narrację, którego dorobek zawsze bardzo ceniłam. Liczyłam na to, że jego sposób pisania wprowadzi mnie w odpowiedni rytm. Niestety, natrafiłam na sformułowanie, które mnie przeraziło: „od kiedy przestałem nie pisać”. Chodziłam, po pracowni, patrzyłam na półki z zeszytami, na półki z książkami, na jakieś teczki z papierami, jakieś notesiki, kalendarze, rekwizyty, bibeloty, różne rzeczy, przeróżne. Pomyślałam sobie, że mogłabym się po prostu pozbyć tych zeszytów, wyrzucić je. Niestety przypomniałam sobie, że mam już za sobą takie doświadczenie. Wiele lat temu pozazdrościłam pewnemu mojemu koledze, który pozbył się wszystkich swoich prac i zaczął wszystko od początku. Spakowałam wszystkie zeszyty do walizki, wyniosłam je i postawiłam na górce koło śmietnika, pod oknami mojej pracowni. Niestety, walizka razem z zawartością wróciła do mnie za jakieś dwa tygodnie. Przyszli do mnie dozorczyni, listonosz i grupa sąsiadów. Ludzie ci powiedzieli, że historie zawarte w tych zeszytach
nie zasługują na to, żeby je wyrzucić, i oni nie wyobrażają sobie, że mogłaby zginąć bezpowrotnie historia artysty Y, który w mieście X siedzi o świcie na ławce z zeszytem na kolanach i rozpalony do białości przygotowuje swoje performansy. Albo na przykład zeszyt z czasów, kiedy przygotowywałam swoje wideoperformansy. Ludzie ci powiedzieli mi wtedy, że dzięki tym zapiskom dowiedzieli się, co to jest wideo. Dowiedzieli się, co to jest performans. Dowiedzieli się, co to jest wideoperformans.
I pocieszali mnie, że wszyscy mają takie kłopoty jak ja, mówili, żebym nie przestawała. Zaczęłam znowu pracować. Teraz, kiedy przypomniała mi się ta historia, sięgnęłam po zeszyt, pomyślałam sobie: „No tak, w gruncie rzeczy fajny jest ten zeszyt”. Otworzyłam na stronie zapisanej czarnym cienkopisem, niektóre wyrazy zaznaczone różowym zakreślaczem. „Osoba, którą widzimy w kadrze, to Ewa Z. – artystka. Widzimy ją w trakcie przygotowań do pracy nad wideoperformansem, siedzi przy stole, przewraca papiery”. No, to tak jak ja teraz. „Przerzuca zapisane kartki zeszytów, przygotowała dwa teksty. Tekst jeden mówi o tym, że tekst drugi jak gdyby mu zaprzecza, wszystko to przeplatane obrazami. Kiedy E.Z. idzie przez pola…”. Już widać błąd: E.Z. niepotrzebnie poprawiła włosy. Kolejny przykład: Próbuje wypowiedzieć kwestię taką to a taką. Wypowiedzenie tej kwestii nie udało się, jak widać. Artystka kolejny raz udaje się na wędrówkę wąwozem, dźwiga książkę. Nie, nie książkę! Dźwiga ciężką walizkę z rekwizytami, sama jeszcze o tym nie wiedząc, tworzy zaczątki swojego nowego performansu, swojego nowego wystąpienia. Artystka nie daje jednak za wygraną. Kolejny raz próbuje wypowiedzieć tę kwestię, jej wypowiedź stała się zbyt rozbudowana. Poza tym wciąż nie może uderzyć we właściwy ton, a tymczasem wali się konstrukcja całej pracy, całego wideoperformansu. Artystka nie spodziewała się tego zupełnie, orientuje się, że to jej wystąpienie z przeszłości, w tej chwili widzi już wszystkie jego mankamenty. A może to nieudolna rekonstrukcja? Albo karakańskie wspomnienia? Słup milowy. Wymarzony i wyidealizowany słup milowy. Wygląda jak jakiś mizerny kołek. Artystka wygląda tutaj jak pracujący w polu geodeta. Po przejrzeniu zeszytu o wideoperformensach zaczęłam zaglądać do innych zeszytów, zaczęłam czytać przeróżne teksty, no i niestety zaindukowałam się tym, co było. Niepotrzebnie wchodziłam w nieistniejące problemy, drążyłam je. W jakimś momencie nastąpiło bardzo niekorzystne zapętlenie, kiedy mi się udało i zaczęłam już w jakimś nowym roboczym zeszycie rysować jakieś bardzo zgrubne schematy, kiedy zaczęłam w nim pisać, on niestety wyssał mi się, zamienił mi się jakimś cudem ze starym zeszytem. Otworzyłam ten stary, przeczytałam teksty, niby to aktualne, i wszystko mi się kompletnie pomieszało. Spotkałam przypadkiem pewnego historyka sztuki, czyli fachowca, i zwierzyłam mu się, jaki mam problem, na co on powiedział mi, że to należy zrobić tak: przeczytać dokładnie wszystkie zeszyty, wybrać fragmenty i opracować to wszystko na nowo. Zaczęłam czytać te zeszyty, zaczęłam je przekładać, pomyliły mi się wszystkie warstwy, zapanował totalny bałagan, zniszczyłam ich całą tektonikę, zniszczyłam ich układy. Pomyślałam sobie: „To wszystko prowadzi do katastrofy, to jest totalna katastrofa, to jest sytuacja, z której w żaden sposób nie potrafię wyjść, to jest sytuacja, w której się po prostu pogubiłam”. Poukładałam z powrotem zeszyty na półkach, poustawiałam kalendarze, poukładałam teczki, jakieś rekwizyty, jakieś bibeloty. Znalazłam kolejne zeszyty, które wpadły gdzieś za biurko, za szafę, za półki, znalazłam jakieś teczki z papierami, znowu zaczęłam się w nie wgłębiać, znowu zaczęłam drążyć. Pomyślałam: „Nie. Od tej pory tylko je przeglądam”.